poniedziałek, 12 grudnia 2011

ja 2

aktualizacje zdecydowanie nie będą przebiegać tak często ale dla rozruchu warto wstawić dzisiaj kolejną część.



Postanowiłem wyjść tyłem i nie być skazanym by patrzeć na ohydę ulicznych popaprańców. Brak mi słów. Spoglądając przed siebie ruszyłem, powłóczając nogą, która jakby nie chciała współpracować. Gdybym tylko miał inne wyjście. Ona jedna chyba zachowała trzeźwość umysłu opierając się- nie chciała iść dalej. Mijałem starców, o chudych nogach i rękach, nie wiem czy czarni od smogu czy to naturalny kolor ich skóry. Półnadzy z atrapami instrumentów grali cicho bluesa. Widuję ich często. Z dnia na dzień coraz bardziej marnieją. Kolejny raz ta sama melodia:
„Lekarze nie wiedzą, ale NowyYork mnie niszczy.
Gdy lekarze podchodzą nie wiedzą, że NowyYork mnie niszczy.
Chciałbym wrócić do domu i wrzucić na luz w Jackson w Tennessee.”

 Sprostać wyzwaniu i iść dalej. Za wszelką cenę… Zawsze bałem się kosmosu. Bałem się jako dziecko i boję się nadal. Jedyne co powstrzymuje mnie przed strzeleniem sobie w łeb to kosmos. Kosmiczna próżnia, której będę wiecznym zakładnikiem. Dobija mnie ta parodia, której życie jest najkrótszą i najmniej istotną częścią, a do której przywiązujemy tak chorobliwą wagę. Mogłem tak trwać do śmierci pogrążony w chaosie moich myśli. Zapominając, że jestem w drodze często zaplątywałem się a to w pajęczyny, a to w stare dziurawe prześcieradła rozwieszone na sznurach pomiędzy dwoma okiennicami. Te wąskie uliczki- będzie mi ich brakować. Najwęższe w jakich mogłem aktualnie przebywać. Niemalże przeciskając się pomiędzy jednym a drugim murem szedłem i rozmyślałem.
Cel mojej podróży powoli dawał o sobie znać. Kilkunastometrowa zakończona kopułą wieża rozbłyskiwała na horyzoncie. Niewielka wieża o tak wielkim znaczeniu. W otoczeniu już z tej odległości, można poczuć było uran i opiłki metalu drażniące nozdrza i skórę. 100 metrów od celu skóra zaczęła pokrywać się niewielką warstwą lepkiej mazi. Wycieczce towarzyszył mi niewielki ból głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz